Wszyscy wiemy, że sercem domu jest kuchnia. Mała czy duża zawsze coś dobrego tutaj się znajdzie. Moja kuchnia z racji, ze mieszkam w bloku nie należała kiedyś do olbrzymich. Jej powierzchnia to zaledwie 7 m2, jedno malutkie okienko i wszystko. Była wąska i długa i bardzo,bardzo niefunkcjonalna. Zastanawiałam się zawsze co osoba, która ją projektowała miała na myśli. Mieszkanie niby duże 64 m2, trzy pokoje. Rodzina czteroosobowa może zamieszkać, ale gdzie jeść śniadania, obiady i kolacje. Biegać z talerzami to pokoju, tak było. Od razu jak tylko się wprowadziliśmy do naszego M, miałam gotowy plan przebudowy mieszkania. Nie od razu mogłam go zrealizować. A plan był taki: rozwalić ścianę między pokojem córki a kuchnią, zyskamy dodatkową powierzchnię / utworzy się pomieszczenie o powierzchni 16 m2, To już jest coś. Taka kuchnia, coś wspaniałego. Jedno duże okno, dużo światła i duży stół, dla nas. Jeden malutki był wtedy problemik. gdzie podzieje się córka? A no nie ma gdzie. Plan upadł. Dopiero dwa lata temu udało mi się powrócić do mojego planu. I jest duża wspaniała kuchnia, ze stołem przy którym możemy jeść śniadania, obiady i kolacje. Stół pełni też rolę wyspy.

Tak wyglądała moja kuchnia przed remontem.
A tak jest po remoncie.
O meblach więcej w następnym wpisie. Zdradzę tylko, że część mebli jest nowa a część mebli jest po "przejściach".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz